Forum Ubezpieczenia Imprezy Pogoda

Niedziela, 23 czerwca 2024. Imieniny Albina, Wandy, Zenona

Nurek klasyczny w służbie kinematografii polskiej - część 1

2024-05-27 18:13:02 (ost. akt: 2024-05-31 11:34:13)

Ukazanie tematyki nurkowej w fabularnej opowieści na wielkim ekranie, takiego jak kino czy produkcja telewizyjna, przeważnie wzbudza niemałe emocje w środowisku osób nurkujących. Możliwość obejrzenia wydaniu fabularnym ulubionej czynności nurków może przyspieszyć bicie serca. Kolejnym aspektem, budzącym często już kontrowersje, a u niektórych wręcz oburzenie, jest sposób przedstawienia czynności związanych z nurkowaniem. Zapewne nie raz oglądając takie podwodne sceny, złapaliśmy się na prostym przemyśleniu: ,,co za bzdury !”. W dodatku temat ten poruszany jest w kinematografii stosunkowo rzadko. Podnieśmy jeszcze poprzeczkę w rozważaniach i skupmy się tylko na rodzimym podwórku. W ilu polskich produkcjach mogliśmy zobaczyć sceny związane z nurkowaniem? Zawieśmy poprzeczkę jeszcze wyżej i odpowiedzmy na pytanie: jak często był to nurek klasyczny?

Nurek klasyczny w służbie kinematografii polskiej - część 1
Aby przejść dalej w naszych przemyśleniach, należy wyjaśnić i uściślić, kim jest nurek klasyczny. W tym miejscu warto więc odwołać się do specjalistów w tej dziedzinie, a mianowicie Medarda Przylipiaka i Janusza Torbusa, którzy udzielają odpowiedzi na łamach pewnego klasyka wydawniczego: „Sprzęt i prace nurkowe. Poradnik”. W pozycji tej sklasyfikowane zostało to na podstawie opisu samego sprzętu: Sprzęt, w którym wewnętrzna przestrzeń sztywnego hełmu połączona jest bezpośrednio z przestrzenią skafandra, tworząc razem tzw. poduszkę powietrzną, z której nurek robi wdech, do której wydycha powietrze z płuc, przy czym poduszka ta może swobodnie przemieszczać się wewnątrz skafandra przy każdej pozycji ciała nurka w wodzie. W sprzęcie tym powietrze dostarczane jest do hełmu w sposób ciągły, a wypuszczanie z hełmu (z poduszki) okresowo. Oczywiście definicja przytoczona tutaj jest znacznie uproszczona. Jednak moją intencją nie jest opisywanie technologii nurkowania w sprzęcie klasycznym, czasem też nazywanym ciężkim. Po pierwsze, zagadnienie to zasługuje obszerniejsze i odrębne potraktowanie przy innej okazji. Po drugie, mam świadomość, że są w tej dziedzinie wybitniejsi specjaliści t ode mnie. Ja chciałbym jedynie zwrócić uwagę na polskiego nurka klasycznego jako na aktora czy wręcz kaskadera: w końcu nurkowanie w takim sprzęcie wymaga odpowiedniego przygotowania i niesie ze sobą dozę pewnego ryzyka zawodowego. A więc do dzieła!

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/15-2870.jpg

(Uczta Baltazara) Zaginiona scena. Doskonale widoczne szczegóły sprzętu nurkowego, w tym rzadki hełm SJA-3.


https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/12-2867.jpg

(Wraki) Zbigniew Cybulski w trakcie zdjęć na pełnym morzu. W tych scenach aktorzy wykorzystywali oryginalny sprzęt wypożyczony przez PRO.

Nie jeden wrak, a Wraki

Aby skutecznie rozwinąć tę gawędę, warto zastanowić się, kiedy się to wszystko zaczęło. W mojej opinii to był rok 1951. Albo nie! Przenieśmy się nieco wcześniej. Jest rok 1943. Zakończyła się właśnie budowa drobnicowca, zamówiona w przez brytyjskiego armatora w Danii. ,,Adelaide Star”, bo tą wdzięczną nazwę miał nosić ów 170-metrowy kolos, nie trafia jednak do odbiorcy. W realiach panującej na terenach Danii okupacji niemieckiej, wcielony zostaje do Kriegsmarine i przechrzczony na już nieco bardziej złowrogo brzmiący ,,Seeburg”,. Pod banderą niemiecką, jako pływająca baza zaopatrzeniowa dla U-boot Waffe, pływa do 1944 roku. Jest pewna rozbieżność w dokumentacji, dlatego mówi się o 2 lub 4 grudnia. Zatonięcie przypisuje się minie bądź też atakowi z powietrza. Pewne jest jedno: na południe od Jastarni idzie na dno na i spoczywa na głębokości 32 metrów.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/16-2871.jpg

(Uczta Baltazara) Zaginiona scena-Nurek schodzi pod wodę.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/17-2872.jpg

Uczta Baltazara) Zaginiona scena-Załadunek sprzętu nurkowego na pociąg towarowy. Doskonale widoczny hełm nurkowy, produkcji Emila Carlssona.

W okresie powojennym, odbudowująca się Polska Marynarka Handlowa rozpaczliwie potrzebowała nowej floty. Nie dziwi wiec fakt, że gdy namierzono wrak ,,Seeburga”, narodziła się koncepcja podniesienia go z dna w celu wyremontowania. Wpierw zwrócono się do samych Duńczyków, jako ówczesnych wybitnych specjalistów w tej dziedzinie. Ci jednak uznali, że podnoszenie wraku z tak dużej głębokości to nie tyle karkołomne i nieopłacane zadanie, a wręcz szaleństwo. Wracamy więc z powrotem do 1951 roku. Wtedy też zapada decyzja, że wrak zostanie jednak podniesiony! A podniosą go nie kto inny jak nurkowie z PRO (Polskiego Ratownictwa Okrętowego). Miała to być świetna okazja do zbudowania renomy w tym rzemiośle i udowodnienia światu: Polacy nie gęsi, swoich nurków mają. Oczywiście jednak pierwszorzędnym celem tej akcji było zyskanie obiecującej jednostki pływającej. Wrak otrzymał wtedy kolejną, tym razem roboczą nazwę ,,Jastarnia”, co miało związek z jego pozycją. Zaplanowano spektakularną akcję wydobywczą. Do pracy zaprzęgnięto całą flotę wyspecjalizowanych jednostek, jak pływająca baza nurkową ,,Smok” czy lodołamacz ,,Światowid” , ściągnięto najlepszych i doświadczonych krajowych specjalistów. W niedługim czasie całym wydarzeniem zainteresowała się Wytwórnia Filmów Dokumentalnych. I tak z początkiem prac prowadzonych nad pozycją wraku, prócz ekipy nurkowo-inżynieryjnej zaczęła uwijać się ekipa filmowa pod batutą Stanisława Możdżeńskiego. Postanowiono dokumentować wnikliwie każdy etap prac wydobywczych. Szklane oko kamery filmowej obserwowało zmagania tak i nad wodą, jak i pod jej powierzchnią. W tym celu do prac zaprzęgnięta została jedyna w kraju komora obserwacyjna, wyprodukowana przez słynną z produkcji sprzętu nurkowego firmę Sibe Gorman & Co. Po 3 latach nierówna walka między dzielnymi nurkami z PRO a Bałtykiem i setkami ton stali ,,Jastarni” została zwieńczona zwycięstwem tych pierwszych. W 1954 roku podniesiony w całości wrak przetransportowany został do stoczni remontowej w Gdyni, w celu przeprowadzenia prac remontowych. Po ich zakończeniu, w 1957 roku, pod jakże wdzięczną nazwą ,,Dzierżyński”, zaczyna swoją służbę w Marynarce Handlowej. Wracamy do naszych filmowców. Nie próżnowali i niedługo po podniesieniu wraku, w 1954 roku, do kin trafia 22-minutowy film reportażowy ,,Wrak”.



Jak przystało na rzemiosło filmowe z tamtego okresu, film wyszedł całkiem dobrze. Wyczuwalna jest w nim jednak nutka nieznoszącej sprzeciwu propagandy sukcesu Państwa socjalistycznego. W następstwie całego przedsięwzięcia, w tym samym roku co film, pojawia się kolejny element naszej historii. Tym razem jest to książka. Autorem była nietuzinkowa postać jaką z pewnością był Janusz Meissner. Spłodził on powieść fabularną, która żywo była inspirowana akcją podniesienia ,,Seeburga”. Postanowił on jednak podejść do problemu bardziej twórczo, jednocześnie próbując niejako rozliczyć się delikatnie z błędami i wypaczeniami epoki Stalina. ,,Wraki” bo taki tytuł otrzymała powieść, szybko stają się bestselerem. Sam tytuł odnosił się do bohaterów powieści. Lata okupacji, potem czasu stalinowskich represji sprawił, że ich życiorysy były dziurawe, popękane, a czasem wręcz złamane, niczym stal okrętu spoczywającego na dnie morza. Lecz co najważniejsze, zwróciły uwagę i zyskały uznanie u pewnego, szczególnego duetu. Byli to oczywiście Ewa i Czesław Petelscy.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/24-2876.jpg

(Wraki) Godziny pracy na planie, nie były by możliwe bez wykonania odpowiednio lekkich rekwizytów sprzętu nurkowego.[/i]


,,Popiół, pełno popiołu psia krew…”


Formalnie małżeństwo, choć wielu twierdziło że tylko na pokaz. To, czy Petelscy celebrowali swój związek prywatnie, nie ma dla naszej opowieści znaczenia. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że zawodowo byli nadzwyczaj zgraną parą. Źródła podają, że mieli wyjątkowo dopracowany system pracy. Ewa świetnie odnajdowała się w pracy z aktorem. Była mistrzynią kameralnych scen, szczególnie tych studyjnych, gdzie kamera miała zajrzeć głęboko w oczy bohatera. Pisała też dialogi. Czesław świetnie koordynował duże sceny widowiskowe. Plener, pirotechnika, konie, pojazdy. To było coś ,w czym odnajdował się bezbłędnie. Na planie uważany był za nieznoszącego sprzeciwu, wręcz za reżysera-tyrana. Miał on jednak też bardziej delikatną i subtelną cechę. Potrafił wyjątkowo trafnie określać tematy na scenariusze. Był zagorzałym miłośnikiem literatury i miał do niej wybitne oko. Dlatego należy założyć, że to właśnie on wpadł na pomysł, aby na warsztat trafiły właśnie ,,Wraki” Meissnera. Pewnym zaś jest, że nasz literat brał czynny udział w tworzeniu scenariusza. Janusz Meissner pomógł skondensować swoją historie zawartą w książce oraz pozmieniać kilka wątków. O tym fakcie nie omieszkała wspomnieć prasa, a na łamach czasopisma ,,Film” pojawiła się obszerna nota, traktująca m.in. o tym motywie: Autorzy scenariusza: Janusz Meissner oraz Ewa i Czesław Petelscy nie chcieli dawać widzowi łatwych rozwiązań. Dlatego też tych, którzy dobrze znają książkę Meissnera, czekać będzie w filmie wiele niespodzianek. Następnie wymienia się większość zmian, jakie zostały wprowadzone, tak jakby nie zależało nikomu na zaskoczeniu widza. Jednak na koniec dodano: Czy natomiast uda się im (autorom)- uzasadnić poważne zmiany, przeprowadzone głównie w rozwiązaniu zasadniczych konfliktów - osądzi widz i fachowa krytyka. Nota tego typu, z dzisiejszego punktu widzenia nie jest niezwykła, jeżeli patrzeć na nią od strony samego rzemiosła dziennikarskiego. Od zawsze poszukiwano łatwej sensacji. Bardziej zastanawia sam fakt, że informacje takie zostały prasie udostępnione- jawnie bądź i niekoniecznie, do tego na samym początku zdjęć do filmu.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/26-2878.jpg

(Wraki) Na planie w roli konsultantów, pracowali nurkowie PRO. Ich rady i poprawki, spowodowały spory realizm w scenach ,,podwodnych,,.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/25-2877.jpg

(Wraki) Praca na planie wymagała sporych poświęceń. Nie rzadko wymagała konsultacji i zabezpieczenia kaskaderskiego.

Skupimy się teraz na samym wątku nurkowym- czyli tym, co dla nas najistotniejsze. Postanowiono, aby sceny ukazujące pracę nurków były oddane z najdrobniejszymi szczegółami. W tym celu zatrudniono przy produkcji całe przedsiębiorstwo PRO, wraz z ich inwentarzem sprzętowym. W role nurków-kaskaderów wcielili się faktyczni nurkowe zawodowi, ustalano również z nimi każdy element inscenizacji. Do roli konsultantów do spraw technicznych, związanych z pracami podwodnymi, zaproszono takie osobistości jak cho by Witold Poinc. Kapitan żeglugi wielkiej, współzałożyciel Polskiego Ratownictwa okrętowego, człowiek o wielkim doświadczeniu w pracach podwodnych, wybitny pionier w tej dziedzinie. Za wdrażanie własnych patentów i ogromne zaangażowanie wielokrotnie nagradzany i wysoko odznaczany. Konsultacji udzielali również Bronisław Sadowy oraz S. Zdechlik - nurkowie z PRO. Inscenizowane ujęcia nurkowe, podzielono na 2 etapy: zdjęcia plenerowe, które odbywały się w porcie gdyńskim, oraz zdjęcia studyjne. Już w pierwszych minutach filmu możemy zobaczyć świetne przedstawienie nurka na usługach niemieckich. Jest to wielce istotna scena dla całej narracji filmu. Antoni Barnat (odgrywany przez Zbigniewa Józefowicza) schodzi pod powierzchnię wody pod pozorem inspekcji kadłuba ,,Adlerhorsta” - takie imię otrzymał jeden z głównych bohaterów powieści, statek, którego inspiracją był nie kto inny jak właśnie ,,Seeburg”. W rolę ,,Adlerhorsta” „wciela się” drobnicowiec MS ,,Bytom” pływający dla Polskich Linii Oceanicznych. Barnat minuje statek i tym samym stwarza pole dla dalszej opowieści. Statek tonie i staje się tłem dla nurkowych zmagań. Scena ma w sobie jeszcze jeden ciekawy element, mianowicie możemy zobaczyć oryginalny niemiecki sprzęt nurkowy firmy Drager, w tym bardzo rzadki hełm 3-bolcowy, tzw. ,,Bubikof’’. Postać Barnata, ubrana właśnie w ten hełm, trafia potem na plakat promujący film. Ówczesne materiały światłoczułe, takie jak kolorowa taśma filmowa, nie posiadały zbyt wysokiej czułości. Jeżeli do tego weźmiemy pod uwagę, jak bywa z widocznością pod wodą w Zatoce Gdańskiej, zrozumiemy, dlaczego w warunkach naturalnych nie planowano wykonywać znaczących zdjęć. Ograniczono się przeważnie do ukazania sekwencji zachodzenia nurka do wody. W tym celu wykorzystywano, znaną już z produkcji reportażowej, kapsułę obserwacyjną Sibe Gormana, wypożyczoną z PRO.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/11-2865.jpg

(Wraki) Przygotowania do zdjęć podwodnych. Kapsuła Sibe Gorman, przygotowywana do zanurzenia.

Twórcy jednak bardzo chcieli zadziwić widza scenami spod wody. Tutaj posłużono się pewnym fortelem. Pod kierownictwem Romana Manna oraz Romualda Korczaka wybudowano w studiu ogromną scenografię, przedstawiającą pokłady wraku. Ta odpowiednio i nastrojowo oświetlona przez operatora, Karola Chordurę pozwoliła na swobodne zdjęcia ,,podwodne”. Jednym z zastosowanych patentów, było zamówienie odpowiednio wylanej tafli szkła, które następnie umieszczano przed obiektywem kamery. W trakcie prowadzenia zdjęć tafla była delikatnie wprawiana w ruch, co pozwoliło uzyskać nieco oniryczny efekt falującej wody. Na pozytyw taśmy wkopiowano bąble wydobywające się z hełmów nurkowych, od czasu do czasu pojawia się też przepływająca ryba. W celu uzyskania odpowiedniego złudzenia stąpania po dnie, pokłady scenograficznego wraku pokryte zostały cienka gąbką. Następnie rozsypano niezliczone ilości drobno przesianego popiołu. W efekcie każdy krok postawiony na takim podłożu powodował, że popiół unosił się, dając złudzenie wznoszącego się w wodzie osadu. Miało to jednak również swoje negatywne następstwa. Wszechobecny pył wdzierał się tam, gdzie nie powinien, czyli w mechanizmy kamer oraz do płuc ekipy. Dlatego doraźnie radzono sobie z tym problemem i część ludzi na planie zaczęła nosić tetrowe maski chirurgiczne. W tym miejscu można tę sytuację sparafrazować słowami postaci Barnata, który pierwszy raz wchodzi do wraku i dostrzega wszędzie ludzkie szczątki: ,,Trupy, wszędzie trupy-psia krew”. Można, a nawet wypada również założyć, że sam sprzęt nurkowy, jak elementy balastu czy buty, a być może nawet całość wyposażenia, zostały odpowiednio przygotowane bufatorsko poprzez wykonanie ich repliki o mniejszej wadze. Takiej informacji nie udało mi się potwierdzić. Należy wziąć pod uwagę, że sprzęt wykorzystywany w filmie pochodził z zasobów PRO. Wykorzystanie go w scenach plenerowych, zgodnie z jego przeznaczeniem, w środowisku wodnym nie budzi kontrowersji. Gdy jednak wyobrazimy sobie, że miał on być męczony w warunkach studyjnych, ocierany brutalnie o elementy scenografii, to, w zestawieniu z jego wartością i dostępnością, teoria o bufatorskich replikach nabiera sensu.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/23-2875.jpg

(Wraki) Pył. Wszędzie ten pył.

Film doczekał się premiery 2 września 1957 roku. Wyświetlany był na arenie międzynarodowej, jednak brak konkretnych informacji, jak został przyjęty poza granicami kraju. W Polsce film wzbudził zainteresowanie, jednak zdarzyły się opinie negatywne. Zarzucono filmowi, że wątki związane z głównymi bohaterami są nudne i brak im wzniosłego pomysłu, a postaci są przedstawione jałowo. Nie pozostawiono też suchej nitki na samych scenach nurkowych. Przeczytać można było: Jedynie sensację stanowią zdjęcia podwodne, trochę za długo zresztą eksponowane. Są to podobno zresztą zdjęcia trickowe.. Jak od dawna wiadomo, nie można dogodzić wszystkim. Na zarzuty w rysunku samych postaci odpowiedziała po latach sama Ewa Petelska: Socrealizm miał coś z bajki dla dzieci. Rozgraniczał to co czarne a co białe. Nie można było pomieszać człowieczego charakteru. Co do samego zarzutu na temat zdjęć podwodnych, w mojej ocenie chciano się po prostu do czegoś przyczepić i uznano, że będzie to dobry punkt zaczepu. Filmowi nie można odmówić jednej rzeczy, która dojrzała z upływającym czasem. Jest to z pewnością genialny dokument, przedstawiający niuanse pracy nurków w latach 50. Możliwość oglądania w akcji sprzętu ciężkiego firmy Sibe Gorman, przemykających po pokładach statków ratowniczych, ludzi w charakterystycznych czarownych czapeczkach, wzbudza przyjemne odczucia. Osiągnięto cel, podkreślając wielki wkład nurków zawodowych w czynie odbudowy ojczyzny po wojennej zawierusze. Było to dostrzeżone już w epoce: Wykonawcy filmu są mocno przejęci swymi rolami. Przemówiła do nich silnie specyfika pracy nurków, zainteresowały problemy ratowania statków, przy których wytrzymałość, charakter i hartowność ludzi nie mniejsze mają znaczenie od wytrzymałości materiałów. Myślę, że lepszej recenzji nie potrzeba i do zmierzenia się z ,,Wrakami’’ zachęcam.

https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/13-2868.jpg

Plakat promocyjny ,,Wraków,,.

Niebawem na portalu Nurkowa Polska ukażę się druga część artykułu - " Nurek klasyczny w służbie kinematografii polskiej".

Autor tekstu i właściciel zamieszczonych fotografii: Łukasz Jaczun


https://m.nurkowa.pl/2024/05/orig/dtsk3isrmmm-2879.jpg
Łukasz Jaczun. Przez życiową pomyłkę z wykształcenia: filmowiec-operator. Z życiowej pasji: amator historii techniki. Głównie militarnej, jak i techniki eksploracji przestrzeni nieprzychylnej człowiekowi, w tym głownie podwodnej. Płetwonurek i fascynat dawnego sprzętu nurkowego. Miłośnik tlenowych aparatów o obiegu zamkniętym i ,,lobbysta" tej nietypowej dziedziny w świecie płetwonurkowym.