Forum Ubezpieczenia Imprezy Pogoda

Sobota, 21 października 2017. Imieniny Celiny, Hilarego, Janusza

Raki w Jeziorze Hańcza

2015-09-08 21:38:56 (ost. akt: 2016-03-30 12:15:07)

To historia największych, rodzimych skorupiaków, które zostały wyparte ze swojego domu przez przybyszy z zagranicy. Sytuacja raków w rezerwacie Jeziorze Hańcza jest typowa dla polskich zbiorników śródlądowych i pokazuje wpływ człowieka na ekosystem, w który zaczyna bezmyślnie ingerować.

Raki w Jeziorze Hańcza
Impulsem do powstania „sagi” o rakach w Jeziorze Hańcza były pojawiające się w Internecie piękne zdjęcia autorstwa kolegi Andrzeja Markiewicza, instruktora i legendarnego płetwonurka, wielbiciela i znawcy Hańczy. W latach osiemdziesiątych brałem udział w podwodnych badaniach rozmieszczenia raka szlachetnego w wodach jezior suwalskich, które ogromnie wzbogaciły moją wiedzę na temat tych skorupiaków. Wiedzą o astakofaunie (rakach) polskich wód postanowiłem podzielić się z czytelnikami portalu Nurkowa Polska.


Rak szlachetny (rzeczny, szewc) Astacus astacus L.

Jest to rodzimy gatunek raka w polskich wodach, które zamieszkuje od tysięcy lat. Przepływająca przez Jezioro Hańcza rzeką Czarna Hańcza ułatwia naturalne zasiedlenie jego wód przez raka szlachetnego. Preferuje on czyste wody płynące, ale bytuje również w niezanieczyszczonych jeziorach posiadających dno przydatne do kopania nor. Na świecie żyje ponad 500 gatunków słodkowodnych raków, w tym niemal 400 w Ameryce Północnej i ponad 130 w Australii. W Europie można się doliczyć kilkunastu gatunków, jednak nie wszystkie należą do rdzennie europejskich. Nawet nasz drugi „rodzimy" rak błotny (stawowy, krawiec) rozpoczął podbój Europy dopiero w XVIII wieku korzystając z nowo wybudowanych kanałów do żeglugi oraz z celowych zaraczeń. Wcześniej występował w zlewisku Morza Aralskiego, w Kazachstanie, w Persji i Turcji. Rak szlachetny, kiedyś powszechny i pospolity gatunek wód śródlądowych Europy i Polski jest obecnie na skraju zagłady. Wszystko wskazuje, że w Jeziorze Hańcza nie występuje już od około 20 lat, a w najbliższej przyszłości, jeśli nic nie zostanie zrobione, rak szlachetny najprawdopodobniej zniknie z naszych wód.

http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/astacus-astacus-male-949.jpg

Jedną z głównych przyczyn wymierania raka szlachetnego jest postępujące zanieczyszczanie wód. Optymalna zawartość tlenu wynosi aż 8-10 mg/l . Strefa bytowania nie przekracza najczęściej 5 m głębokości. W spoistym gruncie skarp brzegowych i w dnie wygrzebuje nory służące mu za kryjówki. fot. "Astacus astacus 01" by Galia ^ - Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons

Pierwszym gwoździem do trumny raka szlachetnego i błotnego w Europie było zawleczenie przez człowieka śmiertelnej choroby raków. W 1860 r. do jednego z portów w północnych Włoszech wpłynął statek z Ameryki Północnej. Załoga statku opróżniła wodę z komór balastowych. Nic nadzwyczajnego, ale woda zawierała pierwotniaka należącego do typu lęgniowców - Aphanomyces astaci. Bardzo szybko przedostał się on do wód europejskich. Okazało się, że dla raków naszego kontynentu jest to śmiertelnie groźny patogen, wywołujący u nich chorobę zwaną – ze względu na rozmiar i tempo czynionego spustoszenia –dżumą raczą. Przypuszczalnie, blisko 90% pierwotnego pogłowia raków zostało unicestwione przez wspomnianą chorobę, docierając przez kraje Europy Zachodniej, aż na tereny Rosji. Do wód Suwalszczyzny „dżuma racza” dociera dopiero w latach 1925-1927. Jesienią 1926 roku w Jeziorze Hańcza zauważono masowe śnięcia rodzimego raka. Po przejściu zarazy, z pobliskich jezior ponownie do Hańczy przesiedlono raka szlachetnego. W związku z dużymi głębokościami, stromymi brzegami i piaszczysto-kamienistym dnem liczebność populacji tego największego polskiego stawonoga w Jeziorze Hańcza nigdy nie była duża. Teoretycznie rak szlachetny zamieszkuje tylko do 5 metra głębokości, a to stanowi tylko 17% powierzchni dna Jeziora. Ostatnie, udokumentowane połowy gospodarcze, prowadzone przez zawodowych rybaków w Jeziorze Hańcza, pochodzą z 1972 roku. Odłowiono wówczas 11 kilogramów raków.
W połowie lat siedemdziesiątych zagładę pogłowia raka szlachetnego spowodowało pojawienie się nowej zarazy. Była to choroba porcelanowa, zwana również chorobą białego odwłoka. Wywoływana była przez sporowca (Thelohania contejaeni), który spowodował całkowitą zagładę tego gatunku, który mieszkał w Hańczy od tysięcy lat. Ponowne zaraczenia w latach 80 – siątych nie zmieniły sytuacji. Ostanie raki szlachetne, w ilości około 930 sztuk, trafiły do Hańczy w roku 1987 z Jeziora Staścinek i Wysokiego. Na przełomie lat 80 i 90 – tych ubiegłego wieku łowiono jeszcze ostatnie sztuki. Od połowy lat 90-tych ślad po raku szlachetnym zaginął. Przyczyną był kolejny już „gwóźdź do trumny”, czyli pojawienie się w Jeziorze dalekiego kuzyna z Ameryki Północnej - śmiertelnego rywala, raka pręgowatego, zwanego amerykańskim (Orconectes limosus).

Rak pręgowaty zwany amerykańskim (Orconectes limosus)


To obecnie najbardziej powszechny gatunek raka w polskich wodach. Powszechny, ale nie tak pożyteczny jak rodzime raki. Jest on przykładem gatunku inwazyjnego doprowadzającego do zagłady rodzimych gatunków. W 1890 r. niemiecki hodowca Maxa von dem Borne sprowadził z Pensylwanii do stawów w okolicach obecnego Myśliborza (nad rzeką Myślą) 100 osobników raka pręgowatego. Stąd też gatunek zaczął inwazję wód europejskich, której sprzyjała powódź i wydostanie się ze stawu . Rak pręgowaty był sprowadzany do Europy jeszcze co najmniej dwukrotnie - w 1895 roku do wód w okolicach Fécamp (Francja) oraz w latach 1911-1913 do rzeki Cher (dopływ Loary). Dzisiaj większość rzek, jezior oraz drobnych zbiorników na obszarze Polski stała się siedliskiem amerykańskiego „przybysza”. Rak ten jest odporny na dżumę raczą, gdyż w wyniku bardzo długiej, wspólnej egzystencji z pierwotniakiem Aphanomyces astaci, wykształcił mechanizmy odpornościowe sprawiające, że pasożytniczy pierwotniak nie stanowi dla nich poważniejszego zagrożenia. Ponadto, rak pręgowaty cechuje się wysoką tolerancją na zanieczyszczenie wód. Żyje nawet w wodach o III klasie czystości, tym samym nie jest żadnym wskaźnikiem stanu i czystości wody. Wysoka rozrodczość i szybkie dojrzewanie płciowe sprzyjały spektakularnemu sukcesowi tego raka w naszych wodach. Polskie raki przetrzebione przez chorobę i zanieczyszczenie wód nie były w stanie konkurować o byt z „agresywnym”, w sensie ekologicznym, rakiem o amerykańskim rodowodzie. Tam, gdzie pojawi się rak pręgowaty kwestią czasu jest wyginięcie rodzimych gatunków raków.

http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/p1040739-941.jpg

Rak pręgowaty na dnie Jeziora Hańcza. Jego nazwa wiąże się z charakterystycznymi poprzecznymi czerwono-brązowymi pręgami na odwłoku.

W latach sześćdziesiątych, poprzez połączenie z zlewnią rzeki Biebrzy, do wód Suwalszczyzny przeniknął rak pręgowaty (Orconectes limosus). Do Jeziora Hańcza dotarł na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, gdzie znalazł dobre warunki do rozwoju i rozmnażania. Coraz częściej, wielu nieświadomych płetwonurków cieszyło się z ponownego pojawia się w Jeziorze raków.

http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/p1-936.jpg

Okres godowy przypada na okres wrzesień-październik. Dojrzałość płciową osiąga w drugim roku życia. Bardzo szybki jest cykl rozwoju, samica raka pręgowatego opiekuje się jajami, a następnie larwami raków ok. 6 tygodni. Zaś u raka szlachetnego ten cykl trwa ok. 8 miesięcy.


Do 2002 roku w wielu jeziorach w kraju zauważono gwałtowną, niewyjaśnioną, śmiertelność tego gatunku. Populacja raka pręgowatego w polskich zbiornikach spadła nawet ponad 100-stu krotnie. Profesor Tadeusz Krzywosz wskazuje na możliwość wystąpienie epidemii, nieznanej lub niewykrytej choroby dotykając tylko ten gatunek raków. Dodatkową przyczyną mogą też być genetyczne konsekwencje mało zróżnicowanej puli genów europejskiej populacji, której początek dała partia złożona tyko z niewielu osobników. Problem drastycznego spadku liczebności raka pręgowatego w Jeziorze Hańcza naukowcy zauważyli dopiero w 2005 roku. Ilość raków w Jeziorze Hańcza drastycznie spadła, a sam rak stał się podwodną osobliwością. Problem masowych śnięć i spadku liczebności raków bardzo szybko zauważyli „ekologicznie obyci” płetwonurkowie. Dna polskich jezior zaczęły ścielić się padniętymi osobnikami, a nie wylinkami raków. Zwrócono również uwagę na nietypowe zachowanie raków pręgowatych. Taka sytuacja wzmocniła szansę pojawienia się nowego „gościa w pancerzu”. Niektórzy przyjęli to za triumfalny powrót raka szlachetnego, co było wielkim błędem.

Rak sygnałowy Pacifastacus leniusculus

Gatunek sprowadzony do Europy w latach 60-tych ubiegłego stulecia przez Szwedów. Był celowo wybrany spośród innych gatunków amerykańskich i jest najbliższym krewnym raka szlachetnego. Osiąga podobne rozmiary, ma podobną biologię i walory użytkowe. Introdukcję do Polski rozpoczęto w 1971 roku. Do roku 1977 sprowadzono łącznie 29 tysięcy osobników, z których 25 100 wpuszczono do mezotroficznego Jeziora Garbaś k. miejscowości Stare Juchy. Aktualnie, rak sygnałowy występuje w Polsce na co najmniej 18 stanowiskach naturalnych. Powstały one, przede wszystkim, w wyniku niekontrolowanych i spontanicznych zaraczeń, dokonywanych przez ludzi oraz ucieczek raków z obiektów hodowlanych.

http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/img-9957-947.jpg

Charakterystyczna cecha, która różni raka sygnałowego od innych raków, to przede wszystkim jasnoniebieska lub biała plamą na szczypcach. fot. Rafał Piwoński

Droga raków sygnałowych w Jeziorze Hańcza wiedzie z pobliskich jezior, w których ten gatunek już bytuje. Pierwsze zdjęcia raków Jeziora pojawiły się już w 2010 roku w Internecie. Od 2-3 lat obserwacje i zdjęcia tego gatunku stały się coraz częstsze. Autor artykułu spotkał pierwszego raka sygnałowego w 2014 roku. W kolejnym roku spotkań było już kilka. Najprawdopodobniej, rak sygnałowy zadomowił się już na dobre w Jeziorze. Kwestią czasu jest pochód inwazyjnego gatunku z nurtami rzeki Czarnej Hańczy.

http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/p1050835-939.jpg

Rak sygnałowy za kryjówkę wybrał jamkę w "ściance" Jeziora Hańcza.

Rak sygnałowy, zarówno pod względem taksonomicznym, jak i biologicznym jest bardzo zbliżony do rodzimego raka szlachetnego, niż do introdukowanego raka pręgowatego (Orconectes limosus). Z tego powodu wydaje się bardziej odpowiednim gatunkiem do utrzymania w słodkowodnych ekosystemach europejskich. Ostatni pogląd ekologów na obecność raka sygnałowego w wodach europejskich jest coraz mniej pozytywny, min. ze względu na udowodnione przenoszenie choroby - "dżumy raczej". Rak sygnałowy jest bardzo niebezpieczny dla rodzimych gatunków raków. W przypadku współwystępowania w jednym zbiorniku wypiera konkurencyjnego, polskiego raka szlachetnego. Obecność raków amerykańskich uniemożliwia ponowną reintrodukcję do tych wód raków polskich.

http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/p1050875a-cropa-938.jpg

Prawnym narzędziem zapobiegającym kolejnym introdukcjom jest Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 12.11.2001 r. (Dz. U. nr 138, poz. 1559 z późn. zm.) ze zmianą w paragrafie 8 (Dz. U. 2003, Nr 17, poz. 160), nakazujące niewpuszczanie schwytanych osobników raka sygnałowego z powrotem do wód, w tym także do tych, w których został złowiony. Rozporządzenie to stanowi unikalne rozwiązanie prawne w skali europejskiej, lecz bez upowszechniania może okazać się nieskutecznym, martwym prawem.

Historia raków w Jeziorze Hańcza może w przyszłości stanowić zalążek do współpracy przy monitorowaniu podwodnego środowiska naturalnego, a także współpracy między nurkami, naukowcami i instytucjami zajmującymi się ochroną przyrody w kraju. Odpowiednio wyszkolony z zakresu ekologii wód płetwonurek to cenny strażnik i obserwator podwodnego świata.
Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Białymstoku zamiast myśleć o ograniczaniu dostępu do rezerwatu Jeziora Hańcza płetwonurkom rekreacyjnym i jednoczesnym bezmyślnym, niczym nieuzasadnionym dopuszczaniem używania łodzi motorowych bez jakichkolwiek ograniczeń i innych sprzętów motorowych oraz wyrażaniem zgody na eksplorację zbiornika jednostkom Sił Zbrojnych RP oraz jednostkom Policji i Straży Pożarnej, pomyślałby o działaniach w obszarze ekologii, min. monitorowaniu stanu populacji raków przez podwodnych obserwatorów. W kontrolowanych warunkach można byłoby pokusić się o próby odłowu raków sygnałowych przez wyselekcjonowaną grupę płetwonurków. Współpracę z płetwonurkami „ekologami” na terenie rezerwatu Jezioro Hańcza, należałoby rozpropagować na terenie całego kraju. Proekologiczne przedsięwzięcia przyniosłyby zdecydowanie więcej pożytku dla Jeziora, niż opisane „edukacyjne eskapady” służb mundurowych. Redakcja portalu Nurkowa Polska jest gotowa pomóc w tej sprawie.


http://m.nurkowa.wm.pl/2015/09/orig/img-9943-945.jpg

Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że należy spodziewać się dalszej, niekontrolowanej introdukcji i samoczynnej ekspansji tego gatunku w wodach polskich. Historia rozsiedlania i dyspersji tego gatunku wskazuje, że w okolicach jego występowania należy oczekiwać dalszego rozprzestrzeniania się raka sygnałowego. Tak, jak w przypadku raka pręgowatego, szeroka popularyzacja wiedzy na temat szkodliwości wsiedleń staje się - w świetle dotychczasowych doświadczeń - sprawą o fundamentalnym znaczeniu. fot. Rafał Piwoński