Forum Ubezpieczenia Imprezy Pogoda

Czwartek, 13 sierpnia 2020. Imieniny Elwiry, Hipolita, Radosławy

Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 2 „Rekiny atakują”

2020-04-15 10:03:06 (ost. akt: 2020-07-30 16:07:43)

Wrak "Wilhelm Gustloff" to prawdopodobnie miejsce największej katastrofy morskiej w dziejach ludzkości. W 1994 roku, Polska uznała wrak za mogiłę wojenną, w związku z czym nurkowanie na tej pozycji jest obecnie zakazane dla płetwonurków wrakowych wypływających z polskich portów. Wielu czytelnikom Nurkowej Polski, udało się zobaczyć pokiereszowany wrak niemieckiego transportowca wojennego i poczuć grozę tego miejsca. Portal Nurkowa Polska postanowił dokładnie, w kilku artykułach, przedstawić historię wraku m/s „Wilhelm Gustloff” - zalegającego 36 kilometrów od polskiego wybrzeża na wysokości latarni morskiej Stilo koło Łeby.

Wrak Wilhelm Gustloff - część 2 „Rekiny atakują”
„Rekiny atakują” (odcinek 1.0)

Geneza i przygotowywania do wyprawy z Gdańskim Urzędem Morskim na wrak m/s „Wilhelm Gustloff”




http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-004-2040.jpg

M/s "Wilhelm Gustloff". Wszedł do historii żeglugi nie tylko jako pierwszy jednoklasowy wycieczkowiec świata. W nocy 30 stycznia 1945 roku zatonął w najprawdopodobniej, największej katastrofie morskiej w historii ludzkości. Statek powstał w hamburskiej stoczni firmy Blohm und Voss w roku 1937 (data położenia stępki 4 sierpnia 1936, nr budowy 511). Wodowanie odbyło się przy udziale Adolfa Hitlera. Z losem statku i wraku wiążą się ściśle rożne ideologie polityczne. fot. archiwum GKP "Rekin"


Trzy kolejne odcinki losów wraku m/s „Wilhelm Gustloff” postanowiliśmy poświęci największej, najgłośniejszej i najważniejszej wyprawie na przestrzeni ostatnich 75 lat, na wrak zatopionego niemiecki wycieczkowiec. W chwili zatopienia pełniącego rolę pomocniczej jednostki Kriegsmarine. Głównymi bohaterami tej ekspedycji byli płetwonurkowie z Gdańskiego Klubu Płetwonurków „Rekin”, którzy na zlecenie i przy ścisłej współpracy z Gdańskim Urzędem Morskim w Gdyni (GUM) oraz przy współudziale nurków klasycznych z Polskiego Ratownictwa Okrętowego (PRO), dokonali inwentaryzacji wraku.

Dzięki wplątaniu w wyprawę ideologiczno-sensacyjnego wątku poszukiwania zaginionej „Bursztynowej Komnaty” powstała wielka międzynarodowa wrzawa medialna. Rozgłos wyprawy z 1973 roku spowodował, że milion ludzi po wschodniej stronie „ żelaznej kurtyny” dowiedziało się o losach statku i wraku m/s „Wilhelm Gustloff”.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-003-2039.jpg

"Dziennik Bałtycki" numer 31 (3617) z dnia 6 lutego 1956 roku. Artykuł na trzeciej stronie - Jak zatonął m-s"Wilhelm Gustloff". Pierwsza informacja katastrofie z 1945 roku w polskiej prasie, która dotarła do opinii publicznej. Podano w niej nieprawdziwe dane o położeniu wraku. Informacje pochodziły z książki Heinza Schöna. Określały one pozycję " Wilhelma Gustloffa" na 12 mil morskich od brzegu na wysokości Ustki. fot. archiwum Muzeum Nurkowania w Warszawie

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-018-2055.jpg

W 1958 roku Wydawnictwo Morskie w Gdyni wydało pozycję z serii: Miniatury Morskie. Seria "SOS". Zeszyt 3. - pod tytułem "Na pastwie losu". Autorem był Stanisław Bernatt, który wydał 24 stronicową broszurę w oparciu o książkę Heinza Schöna - Der Untergang der „Wilhelm Gustloff“ z 1952 roku. Autorem okładki był najlepszy polski malarz marynista - Adam Werka. Pisarz prowadził też własne śledztwo na temat pozycji i stanu wraku Gustloffa do powstającej książki o głośnych katastrofach morskich. Stanisław Bernatt, prawdopodobnie jako pierwszy w historii podał do publicznej wiadomości faktyczną głębokość spoczywania (ok. 45 metrów), pozycję oraz ułożenie wraku na dnie. fot. archiwum Paweł Laskowski.

Polska opinia publiczna, po raz pierwszy poznała losy tragedii na Bałtyku w nocy 30 stycznia 1945 roku z cyklu 5 artykułów, które ukazały się na łamach „Dziennika Bałtyckiego”. Było to streszczenie książki Heinza Schöna - Der Untergang der „Wilhelm Gustloff". Tatsachenbericht eines Überlebenden, wydanej w 1952 roku w Getyndze. Publikacja „Dziennika Bałtyckiego” cieszyła się wielkim zainteresowaniem czytelników Wybrzeża. Odpowiedzią na artykuły „ Jak zatonął m/s Wilhelm Gustloff” było szereg listów do redakcji gazety. Dwa z nich później zamieszczano. Były one kontynuacją opisów katastrof morskich podczas akcji Hannibal na Bałtyku. Artykuł z 1956 roku zawierał informację o 4000 cywilnych uciekinierów wśród pasażerów byłego wycieczkowca nazistowskiej organizacji Kraft durch Freude (KdF). W późniejszy latach, relacje prasowe zawierał wiele nieprawdziwych informacji o ludziach zaokrętowanych na Gustloffa w ostatnim rejsie.

Najczęściej pisano tylko o 5-7 tysiącach uciekających panicznie SS-manów, marynarzy Kriegsmarine, ewentualnie o partyjnych działaczach NSDAP i gestapowcach na pokładzie hitlerowskiego transportowca. Wyjątkowo wspominano o ewakuowanej ludności cywilnej. Pod koniec lat 60-siątych ubiegłego wieku otwarcie zaczęto spekulować w prasie, o możliwości spoczywania Bursztynowej Komnaty w Bałtyku. Ten mityczny skarb PRL-u, miał ukrywać w przepastnym wnętrzu - wraku Wilhelma Gustloffa.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-001-2037.jpg

Willa "Rekin" w Gdańsku Oliwie. Odwieczna siedziba Gdańskiego Klubu Płetwonurków "Rekin" oraz jednocześnie dom Prezesa Jerzego Janczukowicza. Kultowe miejcie na polskiej mapie poszukiwaczy skarbów. To tu zrodził się i został dopracowany plan wyprawy na wrak Gustloffa w 1973 roku. W siedzibie "Rekina" znajdują się pamiątki związane z wrakiem niemieckiego wycieczkowca. Do willi prowadzą fragmenty schodów zejściowych wydobytych przypadkiem z wraku w 1991 roku. Zostały zaczepione i podniesione przez kotwicę kutra rybackiego. Zdjęcie pochodzi z 2011 roku, gdy siedziby klubu "bronił" jeszcze czołg T-34. fot. commons.wikimedia.org

Na przełomie lat 60 i 70-dziesiątych ubiegłego wieku, na Wybrzeżu najbardziej prężnym klubem płetwonurków był gdański „Rekin”. Klub Płetwonurków „Rekin” powstał jesienią 1957 roku z inicjatywy grupy studentów na Politechnice Gdańskiej przy Zrzeszeniu Studentów Polskich(ZSP). Początkowo, przez lata, nosił również nazwę Naukowego Koła Badań Podwodnych „Rekin” przy Komitecie Wykonawczym ZSP Politechniki Gdańskiej. To była fasada. Przez swoich członków Klub "Rekin" był nazwany krótko - „Firmą”. Był to specyficzny klub płetwonurków jak na tamte czasy. Nie był ściśle związany, a tym bardziej podporządkowany Komisji Podwodnej PTTK, jedynego wówczas przedstawiciela międzynarodowej federacji CMAS w Polsce.

Skupiał rzutkich i nietuzinkowych ludzi, w większości studentów i absolwentów Politechniki Gdańskiej. Bardzo szybko stał się niezależny finansowo. Prowadził szkolenia na wszystkie stopnie płetwonurków. W latach 60-tych, "Rekiny" posiadały już własny klubowy sprzęt nurkowy. Klubowicze zaczęli wykonywać różnorodne prace podwodne dla przedsiębiorstw gospodarki narodowej. Zarobione w ten sposób pieniądze pozwalały klubowi finansować sprzęt nurkowy, obozy letnie i poszukiwania podwodnych „skarbów” w jeziorach i innych akwenach. Rzutowało to na świetną, swobodną atmosferę w klubie i dużą niezależność w działaniach „Rekina”. Był to pewnego rodzaju enklawą swobody i wolności w czasach indoktrynacji socjalistycznej PRL-u.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-2-006-2042.jpg

W 1961 roku pojawiły się w prasie informacje o wydobyciu z dnia jeziora Mamry, dwumotorowego niemieckiego samolotu. Ekipa płetwonurków "Rekina" odnalazła na głębokości 12 metrów samolot zwiadowczy dalekiego zasięgu Junkers "JU-188 D-2". Sześciu płetwonurków w ciągu 9-ciu dni wydobyło na brzeg półwyspu Kal koło Węgorzewa, kompletny samolot. O Klubie Płetwonurków "Rekin " usłyszała wtedy po raz pierwszy cała Polska. Nawet Polska Kronika Filmowa udokumentowała ten wyczyn w kronice PKF
42A/61 pod tytułem "Na dnie Jeziora". fot. archiwum GKP "Rekin"


Pierwsza głośna akcja „Rekina” odbyła się wczesną jesienią 1961 roku. Ekipa płetwonurków z Politechniki Gdańskiej odnalazła na dnie jeziora Mamry, na głębokości 12 metrów, cały dwusilnikowy samolot zwiadowczy dalekiego zasięgu Junkers "JU-188 D-2". Nurkowie Naukowego Koła Badań Podwodnych „REKIN” posiadali, w tamtym okresie największe doświadczenie w nurkowaniu swobodnym na Bałtyku, spośród polskich klubów płetwonurków. Przez lata prowadzili badania naukowe na dnie Bałtyku w różnych dziedzinach wiedzy. Konstruowali i testowali w morzu liczne pojazdy podwodne i urządzenia do pracy pod wodą.

Klub „Rekin” organizował też nad morzem letnie obozy nurkowe. Mocno współpracowano z Muzeum Morskim w Gdańsku. "Rekiny" uczestniczyły przy podwodnym badaniach archeologicznych, historycznego wraku szwedzkiego okrętu „Solen”, zatopionego podczas Bitwy pod Oliwą w 1626 oku. Członkowie Rekina często pracowali zarobkowo pod wodą w trójmiejskich portach. Liderem klubu był i jest nadal - kolega Jerzy Janczukowicz, który od 1963 roku do dziś, pełni obowiązki Prezesa Gdańskiego Klubu Płetwonurków „Rekin”.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-008-2045.jpg

Płetwonurkowie z klubu "Rekin" wraz z konstruktorem, batynautą, Antonim Dębskim w trakcie prac podwodnych na Morzu Bałtyckim. Wykorzystują pojazd podwodny "Delfin II". Był to batyskaf bez własnego napędu, z suchą kabiną, przeznaczony do obserwacji trałów, sieci, dna i biologii morskich ryb. Eksploatowany przez lata na statku badawczym r/v "Profesor Siedlecki". fot. Michał H. Rybicki

Z doniesień prasowych wynika, że członkowie "Rekina", przez pięć lat szukali sposobu na zanurkowanie na wraku Gustloffa. Zwłaszcza ostatnie trzy lata przed ekspedycją, było intensywnym czasem pukania do drzwi różnych instytucji i decydentów. W czasach PRL-u (Polska Rzeczpospolita Ludowa 1952–1989) nurkowanie na wrakach Bałtyku był na równi egzotyczne, jak nurkowanie w przejrzystych wodach tropikalnych. Płetwonurkowie rekreacyjni mogli nurkować w naszym morzu maksymalnie 500 metrów od brzegu, po uzyskaniu szeregu zgód i pod kontrolą Wojsk Ochrony Pogranicza.

Wraki oddalone powyżej 500 metrów od linii brzegowej były dostępne tylko dla nurków zawodowych PRO, podwodniaków z Marynarki Wojennej i uczestników kursów płetwonurków dla przedpoborowych w ośrodku szkoleniowym LOK-u w Jastarni. Nurków „cywilnych” na Bałtyku tolerowano tylko przy badaniach naukowych z wykorzystaniem metody nurkowania swobodnego oraz w pracach podwodnych prowadzonych przez archeologów z Muzeum Morskiego w Gdańsku. Bałtyk w PRL-u był zamknięty dla amatorskiego nurkowania wrakowego. Wypłynięcie na Bałtyk było równoznaczne z opuszeniem granic Polski Ludowej.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-007-2043.jpg

Pamiątkowe zdjęcie, grupy płetwonurków "Rekina", podczas treningowego nurkowania w Bałtyku, tuż przed wyprawą na wrak Wilhelma Gustloffa. Fotografia radosnej ekipy pochodzi z lipca 1973 roku. Na specyfikę atmosfery w Klubie mieli wpływ jego członkowie – studenci, inżynierowie, lekarze, geolodzy, oceanografowie i specjaliści wielu innych dziedzin. Byli to ludzie, którzy chcieli coś robić, a Klub "Rekin" dawał im takie możliwości. Przykład determinacji Prezesa - Jerzego Janczukowicza, powodował, że słowo „niemożliwe” było "Rekinom" obce. fot. archiwum GKP "Rekin"

W 1973 roku dojrzał do skutku pomysł, na udział płetwonurków cywilnych z klubu „Rekin” w wielkiej wyprawie inwentaryzacyjnej, szlaku morskiego prowadzącego do budowanego Portu Północnego Gdańsku. W tym samym samym roku, władze Polski Ludowej, sfinalizowały podpisanie umów na budowę 6 wielkich zbiornikowców, w stoczniach niemieckich i japońskich dla Polskiej Żeglugi Morskiej. Wielkie tankowce miały mieć zanurzenie 15 metrów. Zmuszało to, do ponownego sprawdzenia przez Urząd Morski, toru wodnego do Gdańska. Wśród obiektów wymagającym powtórnego zbadania, była „przeszkoda denna numer 73” czyli wrak niemieckiego statku m/s „Wilhelm Gustloff”.

Szansę na udział w morskiej wyprawie wykorzystał w pełni Klub „Rekin”. Dorabiając dodatkowo nowy nurkowy cel ideologiczny wyprawy – poszukiwanie Bursztynowej Komnaty. Tej inicjatywy nie mógł odrzucić aparat polityczny Polski Ludowej. Z powodów światopoglądowych i opini publicznej, władze partyjne PZPR musiał zaakceptować dodatkowe podwodne zadanie nurkowe płetwonurków z Naukowego Koła Badań Podwodnych „Rekin” przy Komitecie Wykonawczym Zrzeszenie Studentów Polskich (ZSP) Politechniki Gdańskiej.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-010-2047.jpg

Tajny plan wraku m/s Wilhelm Gustloff sporządzony w jednym egzemplarzu przez ob. Nagórskiego w dniu 18 sierpnia 1955 roku. Powstał na "gorąco" i nosił adnotację: "Szkic na oko w/g relacji nurków i obserwacji własnej". Poufny rysunek techniczny był dostępny przez dziesiątki lat tylko wąskiemu gronu pracowników PRO. Dokument podlegał pod karą więzienia klauzurze tajności. W 1973 roku, na pewno - planu wraku "Łeba 1", nie znali pracownicy Urzędu Morskiego, a tym bardziej płetwonurkowie cywilni "Rekina". Jest to "premiera" tego dokumentu z czasów "zimnej wojny" w internecie. fot. archiwum Paweł Laskowski

Niejawną przyczyną dojścia do skutku badania Gustloffa, był nie posiadanie przez Gdański Urząd Morski (GUM), własnych, rzetelnych informacji o stanie wraku. PRO posiadało od dawna rozległą wiedzę, ale nie chciała się podzielić utajnionym sprawozdaniem z 1955 roku z GUM-em. W archiwach PRO spoczywało tajne sprawozdanie o stanie wraku "Łeba 1" czyli m/s "Wilhelm Gustloff", sporządzone przez dyrektora ds. technicznych PRO - kpt. ż.w. Witolda Poinca, we wrześniu 1955 roku. Dokument powstał na podstawie dwóch parodniowych akcji inwentaryzacyjnych, dokonanych przez nurków klasycznych PRO, w lecie 1955 rok.

Opis i plany z 1955 roku były bardzo dokładne i profesjonalne. Dodatkowym, mocno zakamuflowanym powodem wyrażenia zgody na udział płetwonurków, było zainteresowanie polskich władz i służby specjalnych, cennymi przedmiotami ewakuowanymi z Gdyni we wnętrzu Wilhelm Gustloffa. Dotychczas pod wodą pracowali nurkowie klasyczni, ciągnący za sobą powietrzne przewody. Metoda wykorzystania nurkowania swobodnego, miała w pewnych okolicznościach dużą przewagę, nad dotychczasowym sposobem eksploracji. Dawało to szansę na dostanie się do miejsc, gdzie nie mogli się do tej pory dotrzeć nurkowie klasyczni. Za dyskretną zgoda wysokich władz partyjnych dano szansę płetwonurkom, członkom ZSP z Klubu „Rekin”.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-009-2046.jpg

Oryginalna Bursztynowa Komnata w 1917 roku. Bursztynowa Komnata czyli kompletny bursztynowy wystrój pałacowej komnaty zamówiony przez Fryderyka I, u gdańskich mistrzów jubilerskich. W ciągu kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od jej zaginięcia, bądź zniszczenia, stał się symbolem zaginionego olbrzymiego skarbu. Bursztynowej Komnaty szukały przez lata tysiące amatorów, urzędnicy ministerstw kultury Polski, Niemiec (tak Wschodnich NRD, jak i Zachodnich NRF) i ZSRR oraz różne tajne służby specjalne. Zatrudniano nawet radiestetów i jasnowidzów. Obecna szacunkowa wartość oryginalnej Bursztynowej Komnaty wynosiłaby około 500 milionów dolarów. fot. Wikipedia

„Ósmy cud świata” – takich określeń używano w kontekście owianej legendą Bursztynowej Komnaty, zrabowanej przez Niemców z carskiej rezydencji w czasie II Wojny Światowej. Zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach pod koniec wojny. Był to utracony, mityczny „Graal” - państw bloku socjalistycznego. Symbol ogromnej straty, jaką poniosło ZSRR w wyniku niemieckiej agresji. Wyceniona w roku 1973 na 50 milionów dolarów amerykańskich. Rozpalała wyobraźnie poszukiwaczy skarbów i opinii publicznej. Mobilizowała także w poszukiwaniach tajne służb w wielu państwach, w tym i w Polsce. Jedna z hipotez, zakładała ewakuację Bursztynowej Komnaty w styczniu 1945 roku, na pokładzie Wilhelma Gustloffa.

Władze polskie widziały doskonale o trzyletnich podwodnych pracach radzieckich nurków EPRON-u, w latach 1948-1951. Polegających na włamywaniu się Rosjan do tylnej ładowni i próbach przeszukiwania wraku. O możliwości spoczywania na dnie Bałtyku, donosiły sugestie w ukazujące się wówczas prasie. Wiele książki na temat domniemanych losów Bursztynowej Komnaty rozważały możliwość ewakuacji jantarowego skarbu drogą morską. Bałtycki trop zalegania bursztynowego klejnotu, zdobywał coraz bardziej nowych zwolenników.

Tym bardziej, że od 28 lat trwały bardzo intensywne śledztwa i poszukiwania skarbu w wielu miejscach Europy. Wszystkie one nie przynosiły żadnych rezultatów. Na dodatek, cały czas, po cichu i ukradkiem, w celu weryfikacji podwodnego śladu, wrak Gustloffa, przeczesywali nurkowie z co najmniej kilku marynarek wojennych - ZSRR, NRD, NRF, Polski i Wielkiej Brytanii. Z tego faktu, polskie władze PRL-u, doskonale zdawały sobie sprawę.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-005-2041.jpg

W gazetach, "Sztandar Młodych" i "Wieczór Wybrzeża", w lipcu 1973 roku pojawiły się nawet wizualizacje przyszłych podwodnych pooszukiwań zaginionej Bursztynowej Komnaty. Dziennikarze nie dbali o rzetelność przekazu. Liczyła się tania sensacja, której szukali zwłaszcza czytelnicy popołudniówek. Niepodzielnie w doniesieniach brylował Klub Płetwonurków "Rekin" i osoba mgr. inż. Jerzego Janczukowicza - szefa cywilnych płetwonurków. Przez dłuższy czas, nie było najmniejszej wzmianki w prasie o Gdańskim Urzędzie Morskim.

Organizatorze i mecenasie wyprawy oraz jednym oficjalnym celu przedsięwzięcia - sporządzeniu aktualnej inwentaryzacji technicznej wraku. Na początku lata, media wplątywały nawet w poszukiwanie bursztynowego skarbu - Polską Marynarkę Wojenną. Parokrotnie przekręcano równocześnie nazwę zatopionego wycieczkowca KdF-u - na "Karl Gustloff"! fot. archiwum GKP "Rekin"


Członkowie Naukowego Koła Badań Podwodnych „Rekin” zaoferowali Gdańskiemu Urzędowi Morskiemu wykonanie nieodpłatnie dokumentacji technicznej wraku Gustloffa. W zamian za to GUM, miał nieodpłatnie użyczyć własne statki na tę akcję i pokrywał koszty organizacji ekspedycji. W pisemnym porozumieniu o dokonaniu badania „przeszkody dennej numer 73”, Klub Płetwonurków „Rekina” reprezentowało Zrzeszenie Studentów Polskich (ZSP) - społeczna organizacja. Prezes Rekina - Jerzy Janczukowicz, jak osobiście wspomina, musiał dodatkowo przed wyprawą zobowiązać się, że żaden z płetwonurków nie będzie wchodził do wnętrza kadłuba. Oczywiście, od samego początku, "Rekiny" nie miały zamiaru respektować tej umowy.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-017-2054.jpg

Zaginione ogromne skarby, niebezpieczeństwo i wyjątkowa przygoda nurkowa na morzu to "idealna pożywka" dla prasy, która uwielbia takie informacje. A najbardziej bardziej w wakacyjnym "okresie ogórkowym". Nieśmiałe informacje, "podrzucone" przez Klub "Rekin" do mediów, o podwodnych poszukiwaniach Bursztynowej Komnaty, wywołał istną burzę medialną latem 1973 roku. Umiejętnie budowana i pielęgnowana przez dziennikarzy gorączka "bałtyckiego bursztynowego skarbu", trafiła na szpalty wielu gazet i czasopim w Polsce i zagranicą. Przekładane ostatecznie, czterokrotnie dotarcie do wraku, tylko wzmagała zainteresowanie i podsycał sensację. O wraku i katastrofie Wilhelma Gustloffa dowiedziało się raptownie dziesiątki milionów ludzi na świecie. Medialna wrzaw okazała się wielkim sukcesem dla popularności Klubu "Rekin" z Gdańska i osoby Jerzego Janczukowicza, a zarazem na zawsze zamknęła dalszą współprace z Urzędem Morskim w eksploracji wraku Gustloffa. fot. archiwum GKP "Rekin"

Na początku maja 1973 roku, w „Wieczorze Wybrzeża” i „Głosie Wybrzeża” pojawiły się pierwsze informacje o organizowanej letniej wyprawie gdańskich płetwonurków wraz z Urzędem Morskim na wrak Wilhelma Gustloffa. Prezes Koła Badań Podwodnych "Rekin" - oświadczył osobiście dla prasy, że głównym celem letniej ekspedycji na „przeszkodę denną numer 73” jest sprawdzenie, czy we wraku nie ma skrzyń ze zrabowaną Bursztynową Komnatą. Sensacyjna wiadomość została szybko „podłapana” przez inne gazety i obiega w mig całą Polskę. W pierwszych artykułach była mowa tylko o penetracji ładowni niemieckiego transportowca. Nie było ani słowa, o zleconej na piśmie inwentaryzacji wraku przez GUM, jako jedynego oficjalnego powodu zleconych nurkowań wrakowych oraz o całkowitym zakazie wpływania do środka wraku.

Urząd Morski został postawiony w mediach przed faktem sponsorowania akcji podwodnego poszukiwania Bursztynowej Komnaty przez klub „Rekin”. Odwołanie badania „przeszkody podwodnej numer 73” przez Urząd Morski z płetwonurkami z Politechniki Gdańskiej, byłoby bardzo niezręcznym posunięciem. Przyszłymi podwodnymi poszukiwaniami bursztynowego klejnotu żyła polska opinia publiczna. Nikt nie mógł z powodów politycznych, oficjalnie wycofać się z tej wyprawy. Argumenty "Rekinów" były nie do podważenia. Młodzież z Związku Studentów Polskich, nie zważając na podwodne niebezpieczeństwa, chciała bez wynagrodzenia odnaleźć i zwrócić „wiekiem sojusznikowi" i "przyjacielowi Polski" - Związkowi Radzieckiemu, zagrabiony przez hitlerowców skarb narodu radzieckiego.

O planowanym morskim wypadzie płetwonurków stało się bardzo głośno w Polsce i zagranicą. Członkowie klubu "Rekin" postawili bezczelnie na swoim. Umiejętnie forsowali pomysł oględzin wnętrza statku. Dyrekcja Urzędu Morskiego w Gdyni została postawiona przed faktem. Według doniesień prasy, radia i telewizji, organizacji przedsięwzięcia miało głównie na celu sprawdzenie, czy we wnętrzu wraku m/s Wilhelm Gustloff nie z najmuje się zrabowana Bursztynowa Komnata lub inne kosztowności i dzieła sztuki, zagrabione podczas wojny przez uciekających hitlerowców.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-019-2056.jpg

Fragment jednego z kilku tajnych raportów na temat stanu Wilhelma Gustloffa z 18 sierpnia 1955 roku. Już sam nagłówek dokumentu określa dokładną pozycję i maksymalną głębokość wraku na 45-47 metrów. Raport dla Urzędu Morskiego sporządzony przez Klub "Rekin", we wrześniu 1973 roku, potwierdza wcześniejsze ekspertyzy, leżące zamknięte w archiwach PRO. Z wielu późniejszych dokumentów wynika, że PRO bardzo niechętnie się dzielił swoją wiedzą na temat wraków polskiego wybrzeża. Jest to "premiera" tego dokumentu z czasów "zimnej wojny" w internecie. fot. archiwum Paweł Laskowski

Informacje na temat warunków i samego wraku, klub "Rekin" zbierał przez lat. Były to strzępy informacji miedzy innymi z PRO, udostępnionej korespondencji prowadzonej przez Urząd Morski na temat wraku. Część ze wskazówek była zasłyszanych od "naocznych świadków„ czyli nurków klasycznych z PRO, oraz informacje z prasy zagranicznej. Nie były to dobre wiadomości. Na szczęście były całkowicie nieprawdziwe. Wrak miał spoczywać aż na 61 metrach, gdzie panowały silne prądy i mała przezroczystość, a dno było miękkie.

Wrak ogarniały ciemności, kadłub porastały rzekomo wysokie „wodorosty” bardzo utrudniające dostęp do konstrukcji. Wielokrotnie w wywiadach prasowych, przed samą wyprawą, potwierdzał te fałszywe dane – sam Bronisław Sadowy. Legendarny nurek z PRO, którego w 1973 roku, wyznaczono na szefa od spraw nurkowy wyprawy. Na statku "Czapla" pełnił jednocześnie obowiązki kierownika robót podwodnych, kierując bezpośrednio czterema nurkami klasycznymi biorący udział w ekspedycji. Bronisław Sadowy, w oświadczeniach dla prasy powoływał się na osobiste doświadczenie z rzekomej eksploracji szczątków Gustloffa w 1956 roku (!) ze statku PRO „Światowid”. Wspominał o rozprutej palnikami i okradzionej przez tajemniczych nurków kasie pancernej na wraku.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-011-2048.jpg

Głębokość 61 metrów, w miejscu zatonięcia byłego wycieczkowca, sugerował w swojej książce, już w 1952 roku, sam Heinz Schön. Był to, i jest nawet obecnie, bardzo poważna głębokość dla wrakowych płetwonurków rekreacyjnych, zwłaszcza w zimnych i ciemnych wodach Bałtyku. Płetwonurkowie z Gdańska bardzo intensywnie i metodycznie przygotowywali się do głębokich nurkowań na sprężonym powietrzu. Z 30 osobowej grupy chętnych na wyprawę wrakową wyłoniono 5 trzyosobowych zespołów. W sumie 15 płetwonurków z klubu "Rekin" miało zobaczyć szczątki Gustloffa. Na zdjęciach, wypad na morski trening "Rekinów", w okolicach Jastarni. fot. Michał H. Rybick

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-014-2052.jpg

Na organizację wyprawy na Gustloffa w lecie 1973 roku i przygotowywania ekipy, Klub "Rekin" wyłożył z własnej kasy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie jest prawdą, że gdański klub płetwonurków nurkował całkowicie za darmo. Oprócz klubowych pieniędzy członkowie "Rekina" zainwestowali w przygodę na Gustloffie, mnóstwo własnego czasu. Wiele ze środków pochłonęła budowa i wyposażenie kabin asekuracyjnej "Ania" i dekompresyjnej "Natalia" oraz prób techniczne w wodach Bałtyku. Podwodne "domki" zostały specjalnie skonstruowane na potrzeby wyprawy na Gustloffa. fot. Michał H. Rybicki

Profesjonalizm w działaniu klubu Rekin, pociągał za sobą stworzony program przygotowań do wyprawy wrakowej w lecie 1973 roku. Do głębokich bałtyckich nurkowań, intensywnie przygotowywała się wytypowana grupa członków klubu. Planowano nurkowania w przedziale głębokości 40-60 metrów, w ciężkich morskich warunkach. Była to bardzo wysoko postawioną poprzeczką, dla ówczesny nurków rekreacyjnych. Wybrano stałe trzyosobowe zespoły, które cały czas trenowały na basenie i wodach otwartych.

Nurkowały w tych samych, niezmiennych składach. Intensywne treningi kondycyjne zaczęto na krytej pływalni w lutym. Z nurkowaniami na akwenach naturalnych czekano do wiosny. Cały cykl szkoleniowy polegał na stopniowo, coraz głębszych nurkowaniach w pomorskich jeziorach i Bałtyku. Najgłębszym nurkowanie w przygotowaniach, był grupowe zejście na głębokość 64 metrów. W czternastoosobowym zespole dokonano tego wyczynu w dniu 8 lipca 1973 roku w Jeziorze Wdzydze. Serię głębokich nurkowań zakończyło zejście na 34 metry wgłąb Bałtyku w okolicach Jastarni. Na tym nurkowanie testowano jednoczenie montaż oraz obsługę pod wodą kabiny „Ania”. Treningi nurkowe zakończono dopiero 22 lipca 1973 roku.

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-013-2050.jpg

Pamiątkowe, grupowe zdjęcie płetwonurków z Klubu "Rekin" pochodzi z 22 lipca 1973 roku. Zostało zrobione na pokładzie kutra rybackiego Jas-12. Był to ostanie nurkowanie z cyklu przygotowań do wyprawy na wrak Gustloffa. Zdjęcie to trafiło do licznych gazet i było często wielką reklamą klubu. fot. archiwum GKP "Rekin"

Kolejnymi problemami do rozwiązania był: budowa kabin dekompresyjnych, stworzenie banku powietrza, zgromadzenia wydajnych sprężarek wysokociśnieniowych i wreszcie w odpowiednia ilość sprawdzonego sprzęt nurkowego nadającego się do głębokich nurkowań. Dokumentacja zdjęciowa wymagała skompletowania aparatów fotograficznych i kamer podwodnych w obudowach przystosowanych do pracy na głębokości 60 metrów. Członkowie „Rekina” wypożyczali na wyprawę wrakową, najlepszy sprzęt do nurkowania i filmowania, od państwowych firm z Trójmiasta. Nieliczne przedsiębiorstwa dysponowały drogim, zagranicznym sprzętem kupowanym za dewizy.

Często ceną za możliwość użyczenia podwodnego wyposażenia, była konieczność dokooptowania dodatkowych płetwonurków do składu ekipy „Rekina”. Możliwość zanurkowania na Gustloffie była bardzo drogocenną walutą. Każdy z członków ekipy posiadał własnym zestaw butlowy, podpisany dużymi literami. Pozwalało to na sprawne panowanie obsłudze powierzchniowej nad 22 aparatami powietrznymi na pokładzie oraz bezbłędnej identyfikacji butli i płetwonurków pod wodą. Był to ogromny wysiłek logistyczny, świadczący o profesjonalizmie i operatywności klubu "Rekin" oraz o rozlicznych znajomościach w ówczesnym "świecie nurkowym".

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/np-wg-02-016-2053.jpg

W czasach PRL-u nie wszystko dawało się załatwić za pieniądze. Zgromadzenie "góry sprzętu" wymagało wielu znajomości i "wejść". Była to jedna z wielu przeszkód, którą musieli pokonać członkowie "Rekina", aby zobaczyć wrak Gustloffa. Na zdjęciu widok dwóch kamer podwodnych z oświetleniem używanych podczas filmowania wraku. W 1973 roku niewiele było tego typu sprzętu operatorskiego w Polsce i bardzo niewiele osób potrafił filmować pod wodą. W obecnych czasach, banalny problem ten rozwiązałyby, dwie małe, idiotoodporne kamerki Go Pro. fot. Michał H. Rybicki

Następną części historii wraku m/s Wilhelm Gustloff - Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 3 „Rekiny nurkują”, opiszemy przebieg pierwszej i drugiej wyprawy na wrak niemieckiego transportowca w sierpniu 1973 roku.

Do tej pory ukazała się artykuły z cyklu - Wrak "Wilhelm Gustloff":


http://m.nurkowa.wm.pl/2020/04/orig/w-wg-00-1678-2058.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 1

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/05/orig/np-wg-02-000a-2097.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 2 „Rekiny atakują”

//m.nurkowa.wm.pl/2020/05/orig/np-wg-03-000m-2098.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 3 „Rekiny nurkują”

http://m.nurkowa.wm.pl/2020/07/orig/np-rpo-000-2099-2117.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 4 „Rekiny powracają”

Wielkie podziękowania za pomoc i cenne informacje dla osób, które pomogły w powstaniu tej II części cyklu "Wrak Wilhelma". Dla uczestników, organizatorów i liderów tej wyprawy: Jerzego Janczukowicza i Michał Rybickiego oraz gościa wyprawy - Andrzeja Sroczyńskiego. A także osobie: Kariny Kowalskiej i Benedykta Haca.

Portal Nurkowa Polska, zwraca się do drogich czytelników i prosi o wszelkie uwagi, nieznane fakty, zdjęcia i relacje dotyczące wraku i nurkowań na M/s "Wilhelm Gustloff" !!!


autor: Paweł Laskowski

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12 maj 2020 08:17

    Brak ocen 0 0

    - Stefan Celer: Nasz kolega Jan Ławrynowicz z Klubu Tryton Kołobrzeg,opowiadałNam,że On był na Gustloff w 1957r.i zauważył wyciętą blache w pokładzie poziomym o dużych wymiarach.Prwdopodobnie chodziło o sejf.

    Odpowiedz