Forum Ubezpieczenia Imprezy Pogoda

Wtorek, 11 maja 2021. Imieniny Igi, Mamerta, Miry

Losy rufowego dzwonu z wraku m/s „Wilhelm Gustloff”

2021-01-28 12:46:10 (ost. akt: 2021-01-30 11:33:44)

Rufowy dzwon z wraku m/s „Wilhelm Gustloff” to najbardziej znany obecnie element tego legendarnego statku. Został wydobyty w 1979 roku, przez nurka z Polskie Ratownictwa Okrętowego – Pana Stefana Mamaja. Przez długi czas jego los był bardzo zawiły. Latami był ukrywanym obiektem muzealnym, pełnił rolę reklamy działalności gastronomicznej czy stanowił element cynicznej rozgrywki politycznej. Dwukrotnie był wystawiany w Niemczech. Gdy trafił do Berlina w 2006 roku na wystawę Eriki Steinbach, przypomnieli sobie o nim nagle polscy politycy i muzealnicy. Ostatecznie, w 2017 roku, trafił do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, gdzie stał się w końcu docenionym eksponatem muzealnym.

Losy rufowego dzwonu z wraku m/s „Wilhelm Gustloff”
Na wycieczkowcu m/s „Wilhelm Gustloff” zamontowano trzy dzwony okrętowe. Nietypowy, rufowy dzwon został wykonany w odlewni Bochumer Verein, w dniu 3 listopada 1937 roku, na zamówienie „C. Theod. Wagner AG „ Wiesbaden. Niemiecka firma Wagner AG produkowała między innymi systemy komunikacyjne. Dzwon – gong miał stanowić awaryjny system sygnalizacji dźwiękowej. Najprawdopodobniej był rodzajem prezentu od firmy z Wiesbaden dla budowanego w 1937 roku wycieczkowca KdF-u. Dzwon ze względu na rozmiary został umieszczony na rufie statku, na specjalnej metalowym stojaku. Nie nosił nazwy jednostki. Jego obecność można zauważyć na wielu archiwalnych fotografiach. Choćby wertując najbogatszą kolekcję pamiątek i zdjęć statku Wilhelm Gustloff, na stronie „The Wilhelm Gustloff Museum” prowadzonej przez kuratora Pana Edwarda Petruskevicha. Sylwetkę dzwonu może dostrzec , już na zdjęciach dokumentujących prace wyposażeniowe na statku prowadzone w stoczni Blohm&Voss w Hamburgu.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-003-2221.jpg

Na zabytku wydobytym z "Gustloffa" znajduje się tylko inskrypcja „Bochumer Verein, Bochum, 1937” i numer „2711”. Dzwon został wykonany ze stopu żelaza – staliwa, używanego do odlewów. Masa gongu wynosi 280 kilogramów. Średnica w najszerszym miejscu dochodzi do 80 centymetrów, a wysokość razem z ramą stalową ma 79 centymetry. W trakcie wizyty w Niemczech w 1995 roku, dzwon - gong, został dokładnie zbadany przez niemieckich rzeczoznawców, którzy potwierdzili bezspornie jego autentyczność. Fot. www.de.metapedia.org


https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-010-2228.jpg

Trzy unikalne zdjęcia rufy niemieckiego wycieczkowca z dobrze widocznym dzwonem rufowym zamontowanym na metalowej konstrukcji. Wszystkie zdjęcia pochodzą z zbiorów Pana Rolanda Skubały, któremu portal Nurkowa Polska wyraża podziękowania za możliwość ich publikacji. W 2006 roku pracownicy CMM ponownie przebadali dzwon. - "To nie jest dzwon okrętowy, ale - najprawdopodobniej - kościelny. Może trafił na pokład statku, bo zdjęto go ze świątynnej wieży?" - spekulowała wówczas Pani Iwona Pomian, archeolog CMM. Fot. archiwum Rolanda Skubały


Dzwon zniknął pod powierzchnią zimnego Bałtyku w noc 30 stycznia 1945 roku. Przez 34 lata spoczywał na rufie wraku, skutecznie uchodząc przed wzrokiem wielu "podwodnych poszukiwaczy skarbów". Został wydobyty w dniu 8 sierpnia 1979 roku podczas wyprawy nurków klasycznych z Polskiego Ratownictwa Okrętowego na zlecenie Gdańskiego Urzędu Morskiego. Dokonał tego Pan Stefan Mamaj – zawodowy nurek klasyczny I klasy. Pod koniec prac inspekcyjnych, w lecie 1979 roku, Pan Mamaj został skierowany do inwentaryzacji rufy Gustloffa. Jak sam wspomina, idąc po drewnianym pokładzie rufy, zauważył w górze błyszcząc obiekt na stelażu. Połyskujący przedmiot około metrowej wielkości, wisiał na dolnym pokładzie promenady. Dostojnie sterczał z barierką, tuż za schodami zejściowymi prowadzącymi na główny pokład na rufie. Pan Stefan od razu zidentyfikował przedmiot, jako dzwon okrętowy. Podjął samodzielnie decyzję o jego wydobyciu. Ze statku bazy opuszczono mu palnik tlenowy i stalową linkę. Pan Stefan Mamaj sprawnie odpalił dzwon. Jak podaje dziennik pokładowy holownika PRO „Koral”, w dniu 8 sierpnia 1979 roku godzinie 16:05 – „wydobyto na pokład dzwon”.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-006-2222.jpg

Pan Stefan Mamaj w latach 70-dziesiątych ubiegłe wieku należał do elity nurków klasycznych w PRO. To z nich stworzono grupę, która miała zinwentaryzować dokładnie wrak Wilhelma Gustloffa i rozpoznać możliwość głębokiej penetrację jego wnętrza. Prawdopodobnie decyzja Pana Stefana o wydobyciu dzwonu uchroniła go przed "zaginięciem". Na zdjęciu Pan Stefan Mamaj w pracy w PRO. Fot. archiwum Stefan Mamaj.

Wydobyty rufowy dzwon przewieziono na „Koralu” do siedziby PRO na Nabrzeżu Norweskim w Gdyni. Tam dopiero odkryto, że jest on wykonany ze staliwa, a nie z cennego brązu. Fakt, że gong był odlany ze stopu żelaza i jego wydobycie zostało odnotowane w dzielniku pokładowym "Korala", uchronił go od losu wyciągniętych wcześniej, w 1973 roku z wraku Gustloffa - dwóch kotwic i wielkiej śruby okrętowej. Brak też, inskrypcji na gongu - „Wilhelm Gustloff”, czyniła go nierozpoznawalnym dla większości kolekcjonerów morskich pamiątek. Nawet początkowo podwodni archeolodzy z CMM w Gdańsku, nie identyfikowali go z największą katastrofą w dziejach żeglugi, poddając głośno wątpliwości, co do jego autentyczność.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-011-2229.jpg

Puste miejsce po wyciętym dzwonie rufowym na dolnym pokładzie promenady wraku. Obraz pochodzi z pierwszego podwodnego filmu ukazującego wrak Gustloffa. Autorem jest kolega Sławek Paćko z Techniki Podwodnej. Materiał film został nagrany w 1997 roku. Ma obecnie dużą wartość archiwalną. Pozwala ocenić destrukcyjny wpływ morza i ludzi na konstrukcję wraku. Tu można obejrzeć film kolegi Sławka Paćko.

Dzwon przez krótki okres poniewierał się na Nabrzeżu Norweskim w Gdyni. Przez pierwsze lata po wydobyciu eksponowano go w maleńkim Muzeum Ratownictwa Morskiego w Łebie, a następnie zdeponowano w magazynie Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Był on tam przysłowiowym „piątym kołem u wozu”, który w ocenie muzealników CMM, tylko zabierał cenne miejsce. Będąc fragmentem niemieckiego statku z okresu II Wojny Światowej nie miał jakichkolwiek szans na ekspozycję w ”odzyskanym Gdańsku”. Prowadzona polityka historyczna PRL-u nie pozwalał na to.W 1992 roku wrócił do Polskiego Ratownictwa Okrętowego (PRO). Po odnowieniu i zamontowaniu drewnianej podstawy eksponowano go w głównym holu siedziby firmy. W latach 1992-2001 zapomniana pamiątka z największej katastrofy morskiej w dziejach, była wystawiona na widok publiczny w centrali PRO w Gdyni. W tym okresie tylko raz, i to na krótko, opuściła hol biurowca.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-002-2220.jpg

Archiwalne zdjęcie z siedziby PRO w Gdyni z wystawionym w hol dzwonem wydobytym z Wilhelma Gustloffa przez nurka PRO. Fot. archiwum Jacek Zima.


https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-008a-2232.jpg

W trakcie realizacji dokumentnego filmu, przez kanadyjską ekipę, dla National Geographic Channel z serii "Łowcy mórz" (The Sea Hunters). Odcinka serialu pod tytułem - "Zatonięcie Wilhelma Gustloffa" ("The Sinking of the Wilhelm Gustloff"). Zaproszono do wystąpienia przed kamerą dwóch pracowników PRO. Dyrektor PRO, Pana kapitana Tomasza Gajka, który przedstawiał historię penetracji wraku oraz nurka klasycznego PRO - Pan Stefan Mamaj. Pan Stefan opowiadał o stanie w jakim zachowały się pozostałości niemieckiego transportowca i czego płetwonurkowie mogą się spodziewać pod wodą. Film miał premierę w 2002 roku. Fot. archiwum Paweł Laskowski.

W styczniu 1995 roku dzwon ponownie płynął po falach Bałtyku. Odbył rejs morski ze Świnoujścia do portu w Kilonii, na pokładzie statku ratowniczego PRO „Szkwał-2”. O wydobyciu cennej pamiątki tragedii morskiej z 1945 roku, prezentowanej w siedzibie PRO w Gdyni, dowiedział się Pan Heinz Schön - niemiecki archiwista i pisarz ocalały z zagłady Gustloffa, który obszernie badał zatonięcie i historię wycieczkowca KDF-u. W 1995 roku przypadała 50 rocznica zatonięcia Gustloffa. Heinz Schön zaprosił polską delegację na zjazd ocalonych pasażerów i ratowników z ostatniego rejsu "Wilhelma Gustloffa" wraz wydobytym zabytkiem. Takie zjazdy były organizowane już wcześniej, co pięć lat, w Niemieckiej Republice Federalnej (NRF) w nadmorskim uzdrowisku Damp. Dzwon bez problemu został wypożyczony do zjednoczonych Niemiec. Zgodę na wypożyczenie dzwonu z wraku Wilhelma Gustloffa wyraził Pan kapitan Tomasz Gajek, ówczesny dyrektor PRO. W skład delegacji PRO na uroczystościach w Niemczech wchodziła załga statku ratowniczego „Szkwał-2”, kapitan Tomasz Gajek i nurek Stefan Mamaj. Dzwon rufowy z Gustloffa był namacalną, materialną cząstką tragedii ludzi i statku. Był głównym rekwizytem uroczystości i mszy rocznicowej. W chwili, gdy dokładnie mijało pół wieku od momentu storpedowania byłego niemieckiego wycieczkowca, Heinz Schön trzykrotnie uderzył w dzwon pochodzący z Gustloffa. Tę wzruszającą chwilę opisuje w książce „Idąc rakiem” noblista urodzony w Gdańsku - Gunter Grass. Pisarz też odniósł się ciepło do humanitarnego odruch wypożyczenia dzwonu i o obecności delegacji polskich marynarzy z PRO. Pan Stefan Mamaj, wspomina o wielce tremujący dla niego momencie w trakcie głównej uroczystości, gdy został poproszony niespodziewanie o publiczne opowiedzenie o wyglądzie wraku Gustloffa i historii wydobycia dzwonu. Został nagrodzony za swoją opowieść - gromkimi oklaskami, uczestników zjazdu. Przez następne dni pobytu w Damp, stał się dzięki temu wystąpieniu bardzo rozpoznawalną osobą. Po uroczystościach - dzwon rufowy z Gustloffa, bez żadnych perypetii, wrócił na swoje miejsce do siedziby PRO w Gdyni.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-007-2223.jpg

Obrazy powyżej pochodzą z amatorskiego filmu, z momentu przybicia do Kilonii w styczniu 1995 roku, dzwonu rufowego wydobytego z wraku Gustloffa. Na lewym górnym zdjęciu znajduje się osoba Heinza Schöna. Polska delegacja uświadomiła sobie sprawę z emocji związanych z zabytkiem, gdy kilku z ocalałych witających gong - zaczęła go całować na nabrzeżu. Dzwon prosto z portu został zabrany do ekspertyzy autentyczności. Film pochodzi ze zbiorów Pana Stefana Mamaja. Został mu podarowany przez jednego z niemieckich uczestników zjazdu w 1995 roku. Ten archiwalny film można zobaczyć - Tu

Na przełomie roku 2000 i 2001 Polskie Ratownictwo Okrętowe został sprywatyzowane. Podzieliło się na dwie oddzielne spółki - PRO i SAR. Dzwon przypadł spółce PRO, który opuścił starą siedzibę. W nowym biurze nie było miejsca na ekspozycję zabytku. Dzwon trafił do magazynu PRO. W 2005 roku został wypożyczony przez kierownictwo spółki PRO dla właściciela jednej z gdyńskich restauracji, gdzie potraktowano go jako element dekoracyjny i reklamowy restauracji serwującej owoce morza. To skandaliczne miejsce ekspozycji pamiątki największej katastrofy morskiej wywołało falę kontrowersji i protestów mieszkańców Trójmiasta, zwłaszcza w środowisku mniejszości niemieckiej w Polsce oraz konserwatora zabytków. Historyczny dzwon zniknął z restauracji Barracuda dopiero po paru miesiącach.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-001-2219.jpg

W 2005 roku, po odnowieniu przez restauratora, zabytkowy rekwizyt z mroczną przeszłością stanął w nowym miejscu - w restauracji na gdyńskim nabrzeżu. Dzwon z "Gustloffa" witał klientów przy wejściu do głównej sali restauracji. Był też wymieniony jako superatrakcja w folderze reklamowym lokalu. Nad dzwonem była umieszczona tabliczka informacyjna w trzech językach o "osobliwym przedmiocie"! Po artykułach w prasie i wywołanej fali krytyki ze strony mieszkańców Trójmiasta, zabytkowy gong wrócił po cichu do magazynu spółki PRO. Wstyd pozostał na długo. Fot. archiwum Paweł Laskowski

Do jeszcze większej, bo międzynarodowej afery politycznej z udziałem rufowego dzwonu z Gustloffa doszło w sierpniu 2006 roku. Dzwon został wypożyczony, jako ważny eksponat, na berlińską wystawę "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku", zorganizowanej pod patronatem Eriki Steinbach. Zabytek wyjechała za oficjalną zgodą spółki PRO i z wszelkimi formalnościami ze strony wojewódzkiego konserwatora zabytków. Został ubezpieczony nawet na kwotę 2 milionów złotych. Berlińską ekspozycję otwarto 10 sierpnia 2006 roku na zlecenie niemieckiego Związku Wypędzonych. Wystawę momentalnie potępili polscy politycy z partii rządzącej. Nie wzięli udziału w uroczystym otwarciu wystawy, a ówczesny premier Jarosław Kaczyński zwołał konferencję i stwierdził, że Steinbach lekceważy historię i stawia Niemców w roli pokrzywdzonych. Uruchomiono całą machinę polityczno - propagandową w celu natychmiastowego usunięcia eksponatu z wystawy i zwrot cennego zabytku do Polski. Rozpętał się wielki skandal na skalę europejską, licznie komentowany w światowej prasie nacjonalizm polskiego rządu. Na początku października 2006 roku część polskich, prorządowych mediów obwieściła "ogromny sukces" polskiej polityki zagranicznej i powrót eksponatów z wystawy do kraju. Po powrocie z Berlina dzwon musiał z konieczności trafić do Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, Problematyczna stała się kwestia odpowiedniego jego wyeksponowania. Dyrektor CMM Jerzy Litwin uważa w 2006 roku, że pamiątki po "Gustloffie" nie mieszczą się zbytnio w linii merytorycznej placówki. Po wywołanej burzy na skalę europejską, sławny zabytkowy dzwon w 2006 roku, trafił z musu do holu Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku przy ulicy Szerokiej i stał tam do 2017 roku.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-014-2230.jpg

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku to miejsce kultury wielu wymiarów pamięci historycznej. Sercem muzeum jest wystawa główna - opowieść o tragicznym doświadczeniu II wojny światowej, o jej genezie i skutkach, o ofiarach i sprawcach, o bohaterach i zwykłych ludziach. Obecność na wystawie dzwonu z Gustloffa idealnie odpowiada założeniom programowym muzeum. To najlepszym miejscem na jego ekspozycję. Opis eksponatu w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Fot. wikipedia


W 2017 roku zabytkowy dzwon, niemy świadek śmierci tysięcy niemieckich uciekinierów 30 stycznia 1945 roku, został przekazany do nowo powstałego Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Jest jednym z cenniejszych eksponatów muzeum. Po latach dziwnych kolei losów, dzwon rufowy z Gustloffa trafił w końcu na właściwe miejsce. Gdzie jest porządnie wyeksponowany. Mówi o tragicznych losach ostatniego rejsu, gdy był wykorzystywany do ewakuacji niemieckich żołnierzy i ludności cywilnej. Stał się znanym symbolem największej katastrofy morskiej w historii i przestrogą przed okrucieństwem wojennym.

https://m.nurkowa.pl/2021/01/orig/np-wg5-015-2231.jpg

Jedno z licznych zdjęć wraku Wilhelma Gustloffa autorstwa Tomasza Stachury. Zdjęcie to zostało zrobione na dolnym pokładzie promenady Wilhelma Gustloffa w czerwcu 2019 roku. Za schodami zejściowymi widać pozostałość po stelażu na którym kiedyś wisiał rufowy dzwon. Wiele wspaniałych zdjęć bałtyckich wraków możemy podziwiać w albumie "Droga Śmierci" autorstwa kolegi Tomasza Stachury. Recenzję tej książki możemy znaleźć -Tu. Fot. Tomasz Stachura.

Następną części historii wraku m/s Wilhelm Gustloff - Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 6 „PRO szuka skarbów”, opiszemy przebieg nieznanych wypraw na wrak niemieckiego transportowca nurków klasycznych z Polskiego Ratownictwa Okrętowego w latach 1974 -1980.

Do tej pory ukazała się artykuły z cyklu - Wrak "Wilhelm Gustloff":


https://m.nurkowa.pl/2020/04/orig/w-wg-00-1678-2058.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 1

https://m.nurkowa.pl/2020/05/orig/np-wg-02-000a-2097.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 2 „Rekiny atakują”

https://m.nurkowa.pl/2020/05/orig/np-wg-03-000m-2098.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 3 „Rekiny nurkują”

https://m.nurkowa.pl/2020/07/orig/np-rpo-000-2099-2117.jpg Wrak "Wilhelm Gustloff" - część 4 „Rekiny powracają”

Wielkie podziękowania za pomoc i cenne informacje dla osób, które pomogły w powstaniu tej 5 części cyklu "Wrak Wilhelm Gustloff". Specjalne podziękowania dla Pana Stefana Mamaja oraz Jacka Zimy, Rolanda Skubały

Portal Nurkowa Polska, zwraca się do drogich czytelników i prosi o wszelkie uwagi, nieznane fakty, zdjęcia i relacje dotyczące wraku i nurkowań na M/s "Wilhelm Gustloff" !!!


autor: Paweł Laskowski